Hortiterapia (leczenie ogrodami) pomaga w problemach zdrowia psychicznego

Salus Pro Domo
Tagi:

Po rozmowie z pewną kobietą leczącą się psychiatrycznie od dłuższego czasu, dowiedziałam się, że zalecono jej, poza leczeniem farmakologicznym i sesjami psychologicznymi, hortiterapię – terapię ogrodami (z łac. hortus czyli ogród). Do tej pory nie interesowałam się tym tematem ale zachęcona przez moją rozmówczynię sięgnęłam do literatury. Natrafiłam na książkę, w której autor wyjaśnia, że człowiek na etapie ewolucji został genetycznie uwarunkowany tak, aby pozytywnie reagować na środowisko naturalne (w tym na parki i ogrody). Natura, daje bowiem poczucie bezpieczeństwa, spokoju a to ułatwia odzyskiwanie sił i zdrowia. Byłam ogromnie zaskoczona kiedy dowiedziałam się, że historia hortiterapii sięga czasów starożytnych. Ówcześni kapłani i lekarze zalecali spacery po ogrodach jako remedium na chandrę. Sam Hipokrates twierdził, że „przyroda jest lekarstwem w każdej chorobie”.

Hortiterapia  to metoda wykorzystująca rośliny i pracę w ogrodzie przez profesjonalnych terapeutów w celu poprawy zdrowia fizycznego i psychicznego osób chorych. Ogrodnicze zajęcia terapeutyczne koncentrują się na aktywnej pracy z roślinami (siew, sadzenie, prace pielęgnacyjne, kompozycje roślinne) oraz na biernym korzystaniu z ogrodu (spacer, aktywność fizyczna, doznania sensoryczne, widok ogrodu). Prace ogrodnicze dobierane są odpowiednio do potrzeb, rodzaju oraz wieku i schorzenia pacjentów, by przynieść właściwy efekt terapeutyczny. Naukowcy udowodnili ponadto, że bakterie znajdujące się w glebie pobudzają wydzielanie w organizmie człowieka serotoniny, nazywanej hormonem szczęścia. Serotonina z kolei wpływa na procesy trawienne, sen i sprawność seksualną. Otaczająca zieleń i kwiaty powodują więc ożywienie wszystkich zmysłów.

Zainspirowana teorią hortiterapii postanowiłam sprawdzić jej skuteczność i udałam się na długi spacer do warszawskich Łazienek. Spacer zimą jest oczywiście inny niż spacer latem. Puszysty biały puch przykrywa zieleń a nagie drzewa pozbawione liści wyglądają nieco srożej niż w letnich miesiącach. Gdzieniegdzie można spotkać kaczki i inne ptactwo. Starałam się nie myśleć o problemach dnia codziennego tylko czerpać radość z obcowania z otaczającą mnie naturą. Poczułam jak moja skóra oddycha, czułam podmuch wiatru na policzkach, oczy przestały szczypać i łzawić. Poczułam się absolutnie odprężona, zrelaksowana i spokojniejsza wewnętrznie.

Fascynaci hortiterapii nie mylą się. Bezpośredni kontakt z naturą, wsłuchiwanie się w szelest liści, śpiew ptaków jest bardzo odprężający i pomocny w zrelaksowaniu się, w „oczyszczaniu myśli” może więc być pomocny dla ludzi chorych. Kontakt z naturą jest bardzo ważnym elementem naszego życia. Już przecież od najmłodszych lat rodzice wychodzą z dziećmi na spacery do parku czy do lasu. Zieleń uspokaja i działa pozytywnie na organizm.

Hortiterapię można stosować w różnych sytuacjach życiowych. Często w stanach powypadkowych, stresowych, niedotlenieniach np. po udarach. Wspiera walkę z chorobami psychicznymi takimi jak depresja, zaburzeniami psychicznymi oraz różnego rodzaju uzależnieniami np. nałóg nikotynowy. W niektórych krajach przebywanie i praca w ogrodzie są częścią resocjalizacji więźniów.

Przeciwnicy hortiterapii wysuwają argumenty o nadmiernym obciążeniu organizmu w czasie pracy, niebezpiecznych czynnikach (rośliny uczulające i zawierające toksyczne związki), ale nie mają one pokrycia w rzeczywistości – terapia nie jest szkodliwa dla pacjentów. Ogrody, działające jako placówki terapeutyczne, są specjalnie zaprojektowane i wolne od niebezpiecznych gatunków roślin. Ich indywidualizacja dotyczy m.in. szerszych ścieżek i grządek na podwyższeniach dla niepełnosprawnych i starszych osób czy małych rabat dla dzieci.

Jest wiele korzyści płynących z bezpośredniego obcowania z naturą: od poprawy kondycji psychicznej do poprawy koncentracji i do całkowitej równowagi psychofizycznej ale także do uwrażliwienia na kontakt z przyrodą. Zdobyte wiadomości o faunie i florze są bardzo pomocne w rozumieniu świata o czym nieraz przekonywał nas w swoich wierszach ksiądz Twardowski zwany „księdzem od biedronek”.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o